Historia jednej pomarańczy..

Dwa lata temu na Boże Narodzenie jak zwykle kupiliśmy cytrusy.

Pierwsze zniknęły mandarynki (wszyscy je lubimy), potem grapefruity ( ja uwielbiam- reszta niekoniecznie). Pomarańcze zostały na koniec. Być może dlatego, że najsmaczniejsze są te, które docierają do nas w lutym- słodkie, kruche i soczyste a te grudniowe jakby jeszcze niedojrzałe . Są kwaśne i źle się obierają.

O pewnej pomaarańczy

 

 

Jedna została. Już nikt jej nie chciał.

 

O pewnej pomarańczyW niezmienionej formie doczekała święta Trzech Króli. Zabraliśmy ją w góry jadąc na ferie zimowe w nadziei, że może ktoś będzie miał na nią ochotę. Nikt nie miał -wróciła z nami do domu. Dzielnie przetrwała Wielki Post i w doskonałej kondycji świętowała z nami Wielkanoc.I choć mój Mąż wielokrotnie powtarzał: -Wyrzuć to.- ja byłam coraz bardziej zaintrygowana. Co też tam w środku jest?

 

O pewnej pomarańczyPotem było zwykłe życie- szybkie, trochę zwariowane, pełne obowiązków i zadań do wykonania. Zapomnieliśmy o pomarańczy. A ona czekała.

Nie pamiętam już co się działo w majowy, długi weekend ale chyba nic szczególnego. Pomarańcza bez jednej zmarszczki leżała na swoim miejscu. Na wakacje jej nie zabraliśmy- za gorąco. Została w domu, w przyjemnym chłodzie by w uroczystym nastroju rozpocząć z Michałem rok szkolny.

 

O pewnej pomarańczyPod koniec września na pięknej, pomarańczowej skórce pojawiła się malutka, brązowa plamka. I powolutku zaczęła się powiększać. Z niepokojem patrzyłam na ten proces- wszak to prawie członek rodziny.

Przez cały październik plamka rosła. Nie żeby szybko ale jednak.Gdy zajęła 1/3 powierzchni już wiedziałam, że nie będziemy świętować roczku.

 

O pewnej pomarańczy 1 listopada zapadła decyzja- kroimy.

Rodzina ciekawa zawartości zgromadziła się nad „Prawiejubilatką”, napięcie rosło.

Nóż poszedł w ruch i oczom naszym ukazała się zawartość.

Nasze zdumienie i rozczarowanie nie miało granic: W ŚRODKU NIE BYŁO NIC! To znaczy było: normalna, zwyczajna, soczysta, pomarańczowa pomarańcza. Wyglądała tak, jakbym ją dzisiaj kupiła: żadnych zmarszczek, przebarwień, jakichkolwiek znaków upływającego czasu… Szok.

Regina, gdy jej o tym opowiedziałam krzyknęła:

-Ja też tak chcę! Ja też tak chcę!

-To znaczy? Co tak chcesz?

– No być taka zakonserwowana! Nie wiesz, czym oni je konserwują?…

Kobiety…Koszyk pomarańczy

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *