Astaksantyna- Królowa antyoksydantów

Astaksantyna- najsilniejszy znany w tej chwili antyoksydant.

O szkodliwości wolnych rodników wiele napisano. Ci “złodzieje” kradną z naszych “zdrowych” atomów elektrony uszkadzając komórki i tkanki, powodując tym samym choroby. Skąd się biorą? Tak naprawdę zewsząd. Zjełczałe produkty, smażone albo pieczone pyszności, leki, papierosy, spaliny, przypiekanie boczków na plaży, choroby, stresujący tryb życia a nawet trening, który “zwala z nóg”.

Jakie “prezenty” w związku z tym dostajemy?

Chore stawy, nowotwory, kłopoty z sercem i całym układem krwionośnym, przeziębienia, grypy, katary, anginy i wszystko to co “fruwa” od jesieni do wiosny. Nie oszczędzają nam wolne rodniki żadnego zakamarka naszego ciała i buszują także w mózgu i układzie nerwowym zostawiając na deser naszą skórę. Choroby neurologiczne i zmiany skórne – to też nierzadko wpływ ich działalności.

I tu na pomoc przychodzi nam ASTAKSANTYNA.

Najsilniejszy znany w tej chwili antyoksydant czyli zmiatacz wolnych rodników. Jest 6000 razy silniejsza niż witamina C, 800 razy silniejsza niż koenzym Q10, 550 razy silniejsza niż witamina E, 40 razy silniejsza niż beta karoten. Wiele badań przeprowadzono i będzie się jeszcze przeprowadzało, bo nie do końca zalety astaksantyny są poznane.

Astaksantyna, którą ma w ofercie Oriflame jest pozyskiwana z alg żyjących w czystych wodach archipelagu sztokholmskiego. Razem z wyciągiem z jagód tworzy kompleks Swedish Beauty. Ponieważ jest rozpuszczalna w tłuszczach więc przenika do błon komórkowych chroniąc DNA komórki. W mózgu i całym układzie nerwowym “robi porządki” mając tym samym wpływ na wiele chorób neurologicznych. Demencje starcze, udary mózgu, choroba Parkinsona, stwardnienie rozsiane i inne choroby neurologiczne są coraz popularniejsze…

Dla układu krwionośnego również ma ogromne znaczenie. “Nie lubi” złego cholesterolu i obniża jego poziom we krwi a dobry cholesterol jest jej “beniaminkiem”. Nie pozwala na osadzanie się blaszek miażdżycowych w naczyniach krwionośnych co sprawia, że światło naszych naczyń nie zwęża się a to oczywiście zmniejsza ryzyko zawału czy zatoru. Astaksantyna obniża ciśnienie i poziom cukru we krwi a w USA jest podawana pacjentom chorym na raka.

Kolejne miejsce, gdzie “działa” astaksantyna to oczy.

Gdy zaczęły docierać do mnie informacje o poprawie wzroku u znajomych zaczęłam swoim zwyczajem szperać. Okazuje się, że w kwartalniku Okulistyka już w 2010 roku pisano o badaniach nad astaksantyną a “Wyniki sugerują, że AST może być obiecującym środkiem do leczenia różnych chorób oczu, takich jak zwyrodnienie plamki żółtej, zapalenie błony naczyniowej oka, jaskry.Suplementacja AST obniża objawy osłabienia wzroku. 4 tygodnie leczenia AST doprowadziło do znaczącej poprawy parametrów ze względu na zwiększony przepływ krwi w naczyniach włosowatych do ciała rzęskowego.? Również inne wady wzroku jak np. asygmatyzm mogą się czuć zagrożone o codziennej astenopii nie wspomnę. Coraz częściej siedzimy przy komputerze, czytamy przy sztucznym świetle, nie zawsze odpowiednim, pracujemy w klimatyzowanych pomieszczeniach a śpimy “szybko”. Nic dziwnego, że pieką, bolą, boli głowa i coraz gorzej widzimy. 10 razy silniejsza od luteiny astaksantyna przychodzi nam z pomocą! Skuteczną.

Stany zapalne?

Tu dopiero ASTAKSANTYNA pokazuje co potrafi! Rozpozna stan zapalny, gdy ten jeszcze na dobre się nie ujawnił. Ba! Zrobi to szybciej niż niejedna maszyna! I natychmiast gna na ratunek. Gdy “coś Cię bierze”- stawia na nogi błyskawicznie a choroby w jej towarzystwie przechodzisz znacznie łagodniej i dużo szybciej się z nimi rozstajesz. Uporczywe bóle głowy? Z takimi astaksantyna radzi sobie doskonale! Nie potrzeba Goździkowej. A stawy? kolana ? artretyzm? reumatyzm? Sama jestem zdziwiona ilością przypadków, w których układ kostny doznawał ulgi po latach środków przeciwbólowych czy sterydów.

Z ostatniej chwili: nasza “Broszka” nie mając pod ręką nic oprócz astaksantyny a czując ,że za chwilę będzie miała 3 razy większą wargę od opryszczki- zastosowała naszą Królową i jest w szoku: astaksantyna poradziła sobie z opryszczką! A Ela mogła (normalnie wyglądając) pójść na studniówkę do syna a potem jeszcze na inną imprezę.

Na koniec “wisienka na torcie” a raczej dwie.

Najpierw dla nas drogie Panie. Astaksantyna wpływa na stan naszej skóry. Zmniejsza głębokość zmarszczek bo bardzo mocno wspomaga nasze “rusztowanie” z kolagenu i elastyny. Poza tym chroniąc błony komórkowe obniża ryzyko raka skóry a chroniąc czerwone krwinki- sprawia, że tlen dociera do każdej komórki i dzięki temu wyglądamy promiennie. Na plaży zmniejsza możliwość poparzeń, opalamy się na złocisty kolor. W dodatku nawilża od środka i nie potrzeba już takiej ilości balsamu do ciała. Jednym słowem ASTAKSANTYNA wpływa na nasze PIĘKNO!

A Panowie? Przeprowadzono doświadczenie na grupie studentów. Podzielono ich na dwie grupy. Jedni dostali placebo, drudzy astaksantynę. Wydolność tych drugich była znacznie większa! To dlatego sportowcy używają astaksantynę! W dodatku nie ma po niej zakwasów (przetestowałam). Jednym słowem : Panowie dla Was to SIŁA! Nie tylko fizyczna. Astaksantyna podnosi bowiem również poziom testosteronu i ma wpływ na płodność (poprawia się ruchliwość, prędkość i morfologia plemników).

Jak używać? Zależy co nam potrzebne.

Każda kapsułka to 3 mg astaksantyny. Przy stanach zapalnych potrzeba 4-12 mg więc 4 kapsułki dziennie (rozłożone w czasie). Dla serca, mózgu, wzroku i siły 4-8 mg a dla wzmocnienia układu odpornościowego i piękna wystarczy 1 kapsułka. Najlepiej ta w saszetce WellnessPack.

Ja używam astaksantynę od lat w ten właśnie sposób ale gdy jest w promocji- dokupuję. To taki mały zapas “na wszelki wypadek”. Wielokrotnie przetestowałam ją gdy mnie “coś łapie” a jeśli to np.gardło- rozgryzam i “smaruję”. Nie ma porównania z żadnym innym środkiem!

To tyle o ASTAKSANTYNIE- KRÓLOWEJ ANTYOKSYDANTÓW. Ode mnie. Więcej usłyszysz od naukowców klikając obrazek.

Królowa antyoksydantow

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *